OSTOYA zaczęła się od słów. Ale od początku chodziło o ubrania.
Dziany garnitur. Takiego nie ma dziś na rynku. Garnitur to najbardziej grający element męskiej garderoby: sztywny, prawie jak zbroja, zrobiony po to, żeby mężczyzna wyglądał na kogoś. Dziany garnitur ma tę samą sylwetkę, tylko bez grania. Układa się razem z ruchem ciała, leży jak druga skóra i mimo to trzyma kształt.
Tylko naturalne włókna. Nic syntetycznego, nic sezonowego, nic zrobionego po to, żeby wymienić to za rok. Branża sprzedaje dziś ubrania, które przychodzą już w połowie drogi do kosza. Tutaj jest odwrotnie: powoli, na lata, i tak, żeby dało się naprawić zamiast wyrzucić.
Haute couture powstaje dla jednego ciała naraz. Właśnie dlatego metka nie musi mówić, czyje to ciało. Bez płci. Podajesz swoje wymiary i krój, który ci się podoba. Reszta to już nasza robota.
Noszenie go ma być przeżyciem. A potem to przeżycie ma przenieść się w zwykłe dni. Poranna kawa z żoną. Kolacja z kimś bliskim. Randka po dziesięciu latach małżeństwa. Zwykły czwartek, w którym nagle chce ci się wyjść z domu. Nie ubranie odkładane na okazje, tylko takie, przez które zwykły dzień staje się okazją.
Jeszcze nie, ale nie nigdy
Garnitury jeszcze nie istnieją. Produkty cyfrowe finansują ich rozwój i budują ludzi, którzy kiedyś będą je nosić. Tak to wygląda naprawdę i wolę powiedzieć to wprost, niż udawać, że jest inaczej.
Kiedy pierwsze sztuki zostaną wykrojone, ludzie z listy zobaczą je pierwsi. Po to ta lista w ogóle jest.
Piszę kilka razy w roku, kiedy powstanie coś prawdziwego: nowa rzecz, esej, a kiedyś pierwsze garnitury. Dowiesz się przed wszystkimi. I nie napiszę częściej niż to.
Nikomu nie sprzedaję i nikomu nie udostępniam. Wypiszesz się, kiedy zechcesz.